Błędy, jakie popełniłam przy pierwszym zleceniu dla biura tłumaczeń

[Esta entrada ha sido traducida al polaco por Anna Ratynska. Si necesitas una traducción de español a polaco puedes contactar con ella aquí]

Dziś krótki wpis, ponieważ oficjalnie jestem na wakacjach. Tak, tak, oficjalnie musiałam po raz pierwszy poprosić biuro tłumaczeń o niewysyłanie mi kolejnych zleceń przez następny tydzień, bo wybieram się na urlop. Nie wiem tylko, czy jestem z tego powodu bardziej dumna, czy wystraszona.

Ale nie o tym chciałam wam opowiedzieć. Wcześniej pisałam już, jak dzięki koleżance udało mi się uzyskać moje pierwsze zlecenie, a dziś chciałabym się z wami podzielić błędami i wątpliwościami, z jakimi borykałam się podczas pierwszego zlecenia dla biura tłumaczeń. Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia przydadzą się innym osobom, które obecnie lub w przyszłości będą zaczynały swoją karierę tłumaczeniową od zleceń dla biur tłumaczeń. Ale po kolei.

Pewnego razu była sobie tłumaczka, która pracowała kiedyś ze mną i zapytała mnie jakiś czas temu, czy mogłaby podać moje dane biuru tłumaczeń, które poprosiło ją o kontakt do innych tłumaczy. Odpowiedziałam, że oczywiście.

  • Błąd nr 1: Jeśli pracujesz na pełny etat  (lub 12 godzin) w innym miejscu pracy, co wiąże się ze sporym obciążeniem fizycznym i psychicznym, NIE przyjmuj zleceń przed zakończeniem umowy lub odejściem z pracy. Ja pracowałam akurat jako wychowawca na półkoloniach. Otrzymałam do tłumaczenia film trwający 3 godziny. Wykonanie zlecenia zajęło mi półtora tygodnia…
Zamiast kaczek wyobraźcie sobie 160 dzieciaków.

Zamiast kaczek wyobraźcie sobie 160 dzieciaków.

  • Błąd nr 2: ZAWSZE pytaj o warunki płatności. Czasami boimy się poruszyć kwestię wynagrodzenia, bo nie chcemy źle wypaść. Ale przecież chodzi o naszą pracę, której nie będziemy wykonywać za darmo… Należy zawsze pytać o warunki płatności (w tym miejscu muszę się przyznać, że to coś, czego ja muszę się jeszcze nauczyć… bo okazało się, że przetłumaczyłam dla tego klienta 1000 minut filmu… a nie zapytałam wcześniej o wynagrodzenie).
  • Błąd nr 3: Nie oceniaj swojej wydajności na wyrost. Każdy z nas chce zrobić dobre wrażenie na biurze tłumaczeń. Chcemy, aby nasz klient widział, że jesteśmy wydajni, i wysyłał nam kolejne zlecenia. Gdy stawiamy nasze pierwsze kroki jako tłumacze, „nie mamy przecież nic lepszego do roboty” i „to dla nas ogromna szansa”. Poinformowałam mojego klienta, że w ciągu tygodnia jestem w stanie przetłumaczyć 6 godzin filmu… licząc, że jedna minuta zajmuje mi 10 minut… To daje 10 godzin pracy nad godziną filmu… Co ja sobie myślałam? Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że my humaniści nie jesteśmy najlepsi z matematyki (i dlatego wyszło mi, że jeśli minuta filmu zajmuje mi 10 minut, to 100 minut zajmie mi godzinę). I myślicie, że wyciągnęłam wnioski ze swojego błędu? Otóż nie. Kilka dni później zwrócili się do mnie ponownie z pytaniem, ile napisów mogę przetłumaczyć na dzień… i znów zawyżyłam swoje możliwości… „Ponieważ jesteś tego warta”…?
  • Błąd nr 4: Nie lekceważ złośliwości formatów plików. Pamiętacie ten pierwszy film, którego tłumaczenie zajęło mi dwa tygodnie? No właśnie… Dwa tygodnie zajęło mi samo tłumaczenie. A kolejny tydzień spędziłam na wielokrotnym wysyłaniu go w różnych formatach, ponieważ w plikach występował błąd.

„Błąd: Subtitle Workshop nie może otworzyć tego rodzaju psów.”

Najczęściej na początku naszej kariery nie mamy do dyspozycji bajeranckich płatnych programów, a do tłumaczenia otrzymujemy pliki, których darmowe programy nie potrafią odczytać, bo zostały przygotowane w zbyt profesjonalny sposób… Półtora tygodnia później, po tym jak oddałam dwa pliki z błędami w formatowaniu (byłam tym faktem mocno sfrustrowana i miałam wrażenie, że źle wypadam przed klientem), schowałam w końcu dumę do kieszeni i poprosiłam ich, czy nie mogliby wysłać mi pliku w bardziej uniwersalnym formacie. Zrobili to od razu i na dzień dzisiejszy (wygląda na to, że) są bardzo zadowoleni ze mnie i z mojej pracy. Czyli było warto.

  • Błąd nr 5: Półtora tygodnia denerwowania się na niedziałające formaty plików… i po odesłaniu kolejnego pliku… cisza. Zupełna cisza. A mieli mi wysłać kolejne pliki… Obgryzałam z nerwów opuszki palców (bo wcześniej obgryzłam już wszystkie paznokcie) i byłam przekonana, że mieli już mnie serdecznie dosyć. Moja mama zawsze powtarza, gdy jestem w podróży, docieram do celu i zapominam do niej zadzwonić: „Domyślam się, że brak wiadomości to dobra wiadomość”. Pewnie, zawsze miło jest otrzymać e-mail od Project Managera z informacją, że otrzymał plik i że wszystko jest ok… ale gdy nie było ok, poinformowali mnie o tym od razu, więc:

 

  • Dodatkowa rada:

Ja: Witam, właśnie kończę pracę nad ostatnim plikiem. Ponieważ jest piątek rano, chciałam was o tym poinformować na wypadek, gdybyście chcieli wysłać mi kolejne pliki, tak abym mogła dalej pracować w poniedziałek od samego rana.

PM, 12:00: Przesyłamy dwa kolejne pliki. (filmy o długości 40 i 60 minut)

PM, 20:00: Przesyłamy jeszcze jeden plik (170 minut)

Ja: O__O!

Jeśli stresuje was, gdy macie dużo plików w folderze „do przetłumaczenia”… nie proście o kolejne, dopóki nie skończycie poprzedniego zlecenia. W przeciwnym wypadku biuro tłumaczeń może wam od razu wysłać pliki do tłumaczenia na następnych dwieście lat.

Na tym kończę i oficjalnie wyruszam na wakacje. Spodziewajcie się wielu zdjęć z błędami, jakie uda mi się wypatrzeć na afiszach, reklamach czy plakatach w Galicji. A póki co czekam na wasze komentarze odnośnie waszych początków i błędów, jakie popełnialiście przy pierwszych zleceniach. Wpadliście w którąś z wyżej opisanych pułapek? A może jakąś inną? Może macie jakieś rady, którymi chcielibyście się podzielić?

Ściskam i udanej końcówki wakacji!

Dodaj do zakładek Link.

3 odpowiedzi na „Błędy, jakie popełniłam przy pierwszym zleceniu dla biura tłumaczeń

  1. wow! que ilusión poder leerlo en polaco! 😀

  2. library mówi:

    What’s up, I check your new stuff on a regular basis. Your writing style is awesome, keep doing what you’re doing!

Dame tu opinión